niedziela, 13 grudnia 2015

I

Wrzesień
Rozlega się piknięcie oznaczające otworzone drzwi. Pcham więc je i przekraczam  próg. Staje na schodach przed zakładem karnym czując dziwne uczucie w sercu, jak bym była lalką wykonaną z porcelany. Czy to czuje każdy człowiek wychodzący z zakładu karnego po dziewięciu miesiącach? Pustkę i oszołomienie? Straciłam dziewięć miesięcy, dziewięć miesięcy życia w tym ponurym, szarym miejscu. Zabrano mi wolność a teraz ją oddano. Nie jestem przyzwyczajona do przejścia więcej niż dziesięć kroków- bo tyle właśnie kroków w długości mierzyła moja cela. Były takie dni kiedy  chodziłam w tą i z powrotem po  celi zastanawiając się jak będzie wyglądało moje życie po odbytej karze. I nigdy nie znalazłam w głowie odpowiedzi. A teraz kiedy stoję przed zakładem zastanawiając się w którą stronę mam iść, przytłacza mnie samotność i strach. Bo nie mam dokąd iść, nikt na mnie nie czeka. Dzisiejszą noc zapewne spędzę na ławce w parku ciesząc się zapachem kwiatów i widokiem gwiazd. Będę cieszyła się wolnością. Bo dopiero podczas pobytu w zakładzie karnym poznałam znaczenie tego słowa. Tak naprawdę, kiedyś wolność nie była dla mnie ważna. Robiłam głupie rzeczy, których nie żałowałam- a powinnam.
  Dostrzegam ludzi idących chodnikiem i samochody stojące na światłach. Aż trudno pomyśleć że normalne życie było tak blisko mnie. Zbieram się w końcu na odwagę i zarzucam czarną torbę na ramię. Dam radę, muszę dać bo co mnie czeka jeśli się poddam? Schodzę ze schodów i idę w stronę chodnika gdy nagle zauważam kogoś kto jest ostatnią osobą, którą chciałabym teraz zobaczyć. Mimo, że stoi do mnie tyłem poznaje go, a raczej jego czarną skórzaną kurtkę. Nie muszę go pytać, żeby wiedzieć na kogo czeka. Na mnie.
Staje za jego plecami i odchrząkuje znacząco. Wtedy on się odwraca i jego piwne oczy spotykają się z moimi niebieskimi. Patrząc na mnie gasi papierosa stopą.
- Przyszedłeś mnie powitać na nowej drodze życia?- pytam nieco zbyt entuzjastycznie, ale staram się nadrobić ten błąd wściekłym spojrzeniem.
- Właściwie to nie- odpowiada chowając ręce do kieszonek kurtki.
- Skąd wiedziałeś kiedy wychodzę?- pytam podejrzliwie.
- Znając mnie, chyba nie powinnaś zadawać tego pytania.
Ach tak. Te jego znajomości gangsterskie, zawsze to podkreśla.
- Możemy porozmawiać?- widząc moją minę, dodaje.- W jakimś innym miejscu. Nieco spokojniejszym i mniej tłocznym.
W sumie co mi zależy. Nigdzie się nie spieszę.
 Kiwam więc głową i podaje mu torbę, no bo jest facetem prawda? A faceci są od noszenia toreb.
 Idziemy w ciszy, nie odzywając się. Chyba jest to zbyt krępujące i żadne z nas nie wie o co mogło by zapytać. Bo co, rzuci z uśmiechem; „ Jak leci?” albo „ Jak minęły ci te dziewięć miesięcy?”.

Po kilku minutach docieramy do kawiarni Lavita. Na szyldzie brakuje literki „i” i chyba nikomu to nie przeszkadza. Ale mi tak, zawsze denerwowały mnie takie drobne uchybienia i błędy. Przed wyrokiem bywałam kiedyś w tej kawiarni i dziwi mnie, że ani jedna rzecz nie jest zmieniona  i wszystko jest na swoim miejscu. No może pomijając plamę na białym obrusie, nawet głupie serwetki są tego samego koloru, strasznie mi to działa na nerwy. Siadamy przy stoliku pod oknem, co również mnie denerwuje. Bo dlaczego ludzie zawsze chcą siadać pod oknem? Nie ma nic ciekawszego niż patrzenie na zakorkowaną ulice i przechodniów, naprawdę. Mój towarzysz zamawia dwie kawy, jedną dla siebie a drugą zapewne dla mnie. Szkoda, że nie zapytał na co mam ochotę, bo ostatnią rzeczą na którą mam jest; kawa.
 Gdy kelner przynosi zamówienie i stawia je przed nami chłopak w końcu się odzywa.
- W sumie nie wiem, czy powinienem zacząć od przeprosin czy podziękowań.
Irytuje mnie jego pieprzyk obok nosa. Kurde, dobrze, że ja czegoś takiego nie mam, bo wyglądała bym jak ukraińska dziwka- za przeproszeniem.
Prycham śmiechem i przybliżam twarz w jego kierunku.
- Co, Dym? Gryzie cię sumienie?- mówię szeptem a gdy kończę, on się śmieje.- Co się śmieszy dupku?
- Smog, nie Dym- wyjaśnia.
Dociera do mnie fakt, że się zbłaźniłam. Krzyżuje ręce na piersi i nawet na niego nie patrzę.
- Paczka się rozpadła, nie mamy ze sobą kontaktu.
- S m o g. Niech zgadnę, rozpadła się po tym jak mnie złapali!- krzyczę. Inni klienci kawiarni rzucają mi pełne irytacji spojrzenie.
- Wiem, że to nic nie zmieni. Ale chce ci pomóc przynajmniej w ten sposób- wyciąga z kurtki białą kopertę i podsuwa ją w moją stronę.- Powinno wystarczyć na kilka nocy w hotelu.
Biorę kopertę i wsuwam ją do kieszeni spodni.
- Mam ci podziękować?- pytam z sarkazmem w głosie.
- Nie sądzę aby ci to przeszło przez gardło, po tym wszystkim- mówi spuszczając wzrok.
Żadne z nas się nie odzywa więc Smog odchrząkuje i mówi;
- Wiesz... dzięki, no wiesz, że mnie nie wydałaś glinom.
- Nie wydałam pozostałej trójki, to dlaczego miała bym wydać ciebie?- pytam wpatrując się w niego.
Peszy się i aby uniknąć odpowiedzi, upija łyk kawy. Nagle otwiera szeroko oczy i opluwa nią cały stół, po czym sięga po serwetkę i wyciera usta.
- Musisz wiedzieć, że nie ma nic gorszego, niż nie posłodzona czarna kawa- mówi wsypując do filiżanki cztery łyżeczki cukru.
Chichocze, no bo przyznajmy, nie na co dzień można zobaczyć nastolatka opluwającego biały obrus czarną kawą.
Szczerze mówiąc ta kawiarnia jest naprawdę przytulna, mimo, że nie lubię pomarańczowego koloru. Ogólnie rzecz biorąc oprócz białych obrusów to chyba wszystko jest tu pomarańczowe, nawet włosy kelnerki.W radiu leci piosenka Elvisa Presleya- Always On My Mind, przez co czuje się jak bym była w jakimś czarno białym filmie, co też mnie denerwuje. No bo, czy jest jakakolwiek rzecz, która by mnie nie denerwowała? Denerwuje mnie nawet ta ksywka- Smog, no bo ona serio jest durna. Ale, wszyscy z paczki mieli ksywki; Smog, Robin Hood, Milion, Kaban, a na mnie mówili; Królisia. Ja naprawdę ich nie wymyślałam, a te ksywki po prostu pokazują ich inteligencje, a Królisia to już w ogóle.
- Smog, skoro nasza paczka się rozpadła- z wiadomych powodów, to może powiesz mi jak się nazywasz?
- Ach, no tak. Janek- mówi podając mi rękę.
- Kinga.- Odwzajemniłam uścisk
- Hmm, brzmi lepiej niż; Królisia- mówi, uśmiechając się.
Naprawdę, dawno nie widziałam kogoś kto miałby tak idealne zęby.



1 komentarz: