sobota, 19 grudnia 2015

II

Janek okazał się naprawdę hojnym chłopakiem. W kopercie od niego znajdowało się powyżej czterech tysięcy złotych, ilość tylu banknotów wywołała u mnie ekscytacje. I nie, nie pojechałam do najdroższego hotelu w mieście, mimo, że naprawdę mogłam to zrobić. Wybrałam najtańszy motel jaki tylko znalazłam, poprawka, najtańszy jaki znalazł Janek. Sama go o to poprosiłam, a on w odpowiedzi kiwnął tylko głową. Oszczędziłam nawet na taksówce, bo Janek podwiózł mnie do motelu swoim samochodem. Okej, przyznam ten chłopak naprawdę robił dla mnie dużo, chociaż wcale się nie dziwiłam. Gdyby przeze mnie zamknięto go w więzieniu, też próbowała bym sie w ten sposób zrekompensować. W samochodzie podał mi swój numer, mówiąc, że jeśli czegoś będę potrzebowała to mam dzwonić. Nie miałam takiego zamiaru, ale i tak zapisałam sobie jego numer na kartce i schowałam ją na dnie mojej torby podróżnej.
 Leżę teraz na brzuchu na łóżku, w moim dotychczasowym skromnym lokum zaznaczając długopisem w gazecie ( którą, kupiłam w kiosku obok motelu) propozycje pracy. Jedną linią podkreślam, te, które są najciekawsze a dwoma te, które ewentualnie mogą być. Podśpiewuję pod nosem piosenkę, która leci w radiu. Kablówka okazała się zepsuta, ale radio przynajmniej działało. Cieszmy się z małych rzeczy, powiedział pewien człowiek.
 Rozlega się pukanie do drzwi, więc zeskakuję z łóżka idę aby otworzyć. U progu stoi otyła pokojówka spoglądająca na mnie ze znużoną miną.
- Herbatniki?- pyta podsuwając mi pod nos paczkę ciasteczek
- Dzięki- biorę
 paczkę, ale ona nie rozluźniając uścisku.
- Cztery złote, poproszę- uśmiechnęła się do mnie szyderczo.
- Och- poklepałam się po kieszonkach spodni- przykro mi, nie mam drobnych. Ale może powiedz w recepcji żeby dopisali do rachunku- zaproponowałam.
Przymrużyła oczy i wyrwała mi herbatniki z ręki.
- Nie zapisujemy na kreskę- syknęła.
- No to chyba podziękuje- uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie mogę ich domknąć, bo stopa kobiety znajdowała się między drzwiami.
- Byłabym wdzięczna gdyby pani zabrała stopę- uśmiechnęłam się do niej niepewnie.
Wtedy ona spojrzała na mnie, wykrzywiła usta i powiedziała.
- Czarna torba podróżna, dziewczyna wynajmująca tani motel, typowe dla kogoś kto właśnie wyszedł z więzienia.
Zatkało mnie. No bo skąd ona mogła wiedzieć? Nie wierzę, że domyśliła się tego po mojej czarnej torbie.
- Szukasz pracy?- wychyliła się i spojrzała na gazetę na łóżku. Zacmokała, a ja nie do końca wiedziałam o co jej chodzi.- Co? Nie masz rodziców? Kogoś kto mógłby się tobą zaopiekować? Jakież to przykre.
W jej głosie nie było ani odrobinę współczucia czy troski, ale kpina i pogarda. Ta kobieta jest naprawdę przerażająca. Chciałam jak najszybciej pozbyć się widoku jej twarzy, bo przyprawiał mnie o gęsią skórkę.Nie wiem co takiego miała w sobie, ale się jej bałam. Spróbowałam wypchnąć jej nogę i zatrzasnąć drzwi, ale wtedy ona złapała dłonią ich kant i wysyczała z uśmiechem.
- Nie bój się. Nie ma czego.
I wtedy odeszła. Przerażona zamknęłam drzwi na zasuwkę i stałam o nie oparta kilka minut czując jak serce łomocze mi w piersi. Czułam, że ona mnie zna. Patrzyła na mnie jak na kogoś znajomego. Przypomniałam sobie plakietkę na jej bluzce Helena- tak miała na imię. Starałam sobie przypomnieć jakąkolwiek Helenę, ale wyobraziłam sobie tylko moją dawną nauczycielkę od matematyki. Kiedyś ktoś opowiadał w szkole jak w hotelu pokojówka zaproponowała mu paczkę żelek i wtedy on wyjął portfel aby zapłacić a pokojówka bacznie go obserwowała jak wyjmował i jak chował portfel. Na drugi dzień poszedł skorzystać z sauny, wracając z niej spostrzegł, że brakuje mu około dwustu złotych. Wtedy powiedział, że już nigdy nie pójdzie do żadnego hotelu, co mnie rozbawiło bo na następny tydzień spędził dwie noce w  tym samym hotelu. Więc pomyślałam, że kobieta wymyśliła na poczekaniu coś czym mogłaby mnie zastraszyć, bo wkurzyła się, że nie chciałam kupić ciastek. Sama nie wierzyłam w tą teorię, ale nie chciałam też wierzyć w to, że ona mnie znała. 
 Resztę dnia spędziłam na dzwonieniu pod zakreślone numery z gazety. Niektórzy byli naprawdę zainteresowani współpracą ze mną, ale gdy oznajmiałam, że właśnie wyszłam z więzienia w odpowiedzi słyszałam tylko „ Halo, halo. Tracę zasięg” albo po prostu w słuchawce rozlegał się sygnał zakończonego połączenia. Wiedziałam, że pieniądze od Janka nie wystarczą mi na wieczność, więc nie mogłam się poddawać. Wybrałam ostatni zakreślony numer w gazecie i czekałam aż ktoś odbierze.
- Halo? Jarosław Tokarczyk.
- Dzień dobry, ja w sprawię ogłoszenia pracy -oznajmiłam.
- Hmm…a no tak, już pamiętam. Szukam kogoś na stanowisko magazyniera. Więc. ile masz lat i jak się nazywasz?
- Mam na imię Kinga Tarwacka, i mam dziewiętnaście lat.
Rozległ się szum w słuchawce, już myślałam, że Jarosław się rozłączy gdy odezwał się stanowczym tonem.
- Hmm…na te stanowisko szukam, po pierwsze kogoś starszego a po drugie mężczyzny. Jest to ciężka praca, i jestem pewien, że nie dasz sobie rady, Kingo. 
- Proszę mnie nie skreślać, dam sobie radę- oznajmiam z rozpaczą.
- Nie, naprawdę mi przykro. Dowidzenia.
Rozległ się dźwięk zakończonego połączenia, mam ochotę rzucić słuchawką telefonu
 o ścianę. Żadnych rezultatów a i tak będę musiała zapłacić rachunek za telefon. Chce mi się płakać, ale biorę się w garść., bo wiem, że łzy nie pomogą mi w tej sytuacji. Postanawiam wyjść, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i ochłonąć. Zakładam więc kurtkę i wsuwam w kieszeń dwa banknoty stu złotowe. Facet w rejestracji przyglądał mi się uważnie, gdy wychodziłam. Czy naprawdę, wszyscy pracownicy tego motelu muszą być tacy przerażający? Motel jest położony przy autostradzie, więc nie ma tu żądnych przechodniów. Co ileś minut mija mnie samochód albo autokar wycieczkowy. Idę poboczem kopiąc kamień, który turla się kilka metrów dalej, powtarzam tę czynność kilka razy gdy w końcu nudzi mnie ta zabawa i pozostawiam kamień za sobą. 
Nagle zauważam drogę piaskową, znak informuje mnie, że idąc nią dotrę do miasta. Schodzę więc z pobocza i idę wąską dróżką przed siebie. Po kilkunastu minutach dochodzę do rozwidlenia drogi. Piasek zmienia się na beton, dzięki czemu wiem, że do miasta jest już niedaleko. I nie mylę się, bo już po dwóch minutach mijam dwa bloki, potem sklep a później jestem już w mieście. Panuje tu przytłaczający ruch uliczny, samochody trąbią, gdzieś słychać syrenę strażacką, zaraz potem policja na sygnale przejeżdża na czerwonym świetle. 
Wchodzę do galerii handlowej przed drzwi obrotowe. Ostatnio byłam tu rok temu, jeszcze przed wyrokiem. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mój umysł zaczynają prześladować wspomnienia. Nie chce ich, bo jest to przeszłość, coś o czym chce zapomnieć. Z zamyślenia wyrywa mnie ból w prawym ramieniu. Odwracam wzrok za nastolatkiem, który z całej siły uderzył mnie łokciem.
 - Hej! Uważaj jak chodzisz!- wrzasnęłam za nim. W odpowiedzi wystawił mi środkowy palec- Palant! 
Nagle zderzam się z jakimś potężnym ciałem, odbijam się od niego i niemal upadam, ale czuję dłonie podtrzymujące mnie w pasie.
- Przepraszam…- wyjąkuję. 
Podnoszę wzrok i dostrzegam znajome oczy. 
- Janek?
- Jezu, Kinga. Chcesz się zabić?- śmieje się. Ale ja tylko wpatruje się w niego zaskoczona.
- Powiedz mi, że to tylko cholerny zbieg okoliczności- kręcę głową. 
Patrzę na jego ręce, które nadal oplatają moją talię mimo, że już mogę samodzielnie ustać.
 Zakłopotany puszcza mnie i chowa ręce do kieszeń spodni.
- Co tu robisz?- pyta.
- Ja? Przecież mieszkam w motelu zaledwie kilometr stąd. A ty co tu robisz?
- Mieszkam tu. Znaczy obok centrum- wskazuje ręką- I właśnie wracam do domu. Musiałem kupić kilka rzeczy.
- A ja właśnie weszłam do środka.
- To zupełnie jak w jakimś filmie- unosi głowę wpatrując się w sufit- wpadasz mi w ramiona, a ja podtrzymuję cię abyś nie upadła. Świat wokół nas przestaje istnieć, a my patrzymy sobie w oczy. To przeznaczenie. Na starość będziemy mieć dwunastkę własnych dzieci a wnucząt setkę. Czyż to nie jest romantyczne?- spogląda na mnie czekając na odpowiedz.
- Oglądasz za dużo filmów- mówię. Omijam go i idę w stronę sklepów.
- Hej! Nie poprosisz mnie, abym ci .
towarzyszył w zakupach?- dogania mnie.
- Pomożesz mi w wyborze majtek?- ironizuje.
Wyprzedza mnie i staje przede mną, popycham go a on idzie tyłem mówiąc;
- Wiesz…to zależy. Bo jeśli masz zamiar kupić zwykłe figi, to bez różnicy jakie wybierzesz. Ale, jeśli chcesz kupić stringi, to bardzo chętnie pomogę ci w wyborze.- zamyka oczy fantazjując- widzę je, seksowne, czerwono-krwiste z wycięciem na przedzie. Ooo tak, takie będą idealne. 
Nie udaję mi się powstrzymać rozbawienia, śmieje się zakrywając usta dłonią.
- Jesteś chory- stwierdzam.
- Nieprawda, jestem marzycielem.
- Marzyciele są stuknięci.
- Ty też na pewno masz jakieś marzenia.
- Nie.
- Przestań, jakieś masz na pewno 
- Moim marzeniem jest nie mieć marzeń. 
Wtedy Janek wpada na jakąś staruszkę. Ta narzeka na dzisiejszą młodzież i wymachuje rękami. 
- Bardzo panią przepraszam- mówi Janek, śmiejąc się.
- A idźże w cholerę!- mówi staruszka i odchodzi.
Śmiejemy się wycierając łzy z kącików oczu.
- Ach, ci dzisiejsi emeryci- Janek cmoka z dezaprobatą.
- Przestań- mówię nie przestawiając się śmiać.
- Chodź, idziemy do coś zjeść, zanim napadnie na nas jakiś podstarzały pan po siedemdziesiątce.

Siedzimy naprzeciwko siebie jedząc frytki. Janek rzuca we mnie jedną a ja ją zjadam.
- Ej, miałaś ją odrzucić we mnie- krzywi się.
- Jestem zbyt głodna. Poza tym, rodzice nie nauczyli cię, że nie rzuca się jedzeniem?- pytam mrużąc oczy.
- Moi rodzice zginęli jak miałem dwa lata, od tamtego czasu wychowywał mnie dziadek- mówi ze smutkiem w głosie.
- Och…przepraszam, nie wiedziałam.
- Nie przepraszaj. A ty? Lubisz swoich rodziców?
Spuściłam głowę i wsadziłam frytkę do buzi unikając jego wzroku.
- No dobra, wracając do twoich marzeń- wyprostował się na krześle- masz jakieś? Musisz jakieś mieć.
- Nie mam. Marzenia sprawiają, że ludzie są nie szczęśliwi nie mogąc ich spełnić.
- Gdyby spełnienie marzeń było na wyciągnięcie ręki, to jaki sens miały by nasze działania?
- Po prostu, wole ich nie mieć- sprostowałam.
- A chciałabyś skoczyć na bungie?- przysunął się do mnie.
- Wolałabym skok na spadochronie.
Prawda jest taka, że moich marzeń nie da się spełnić.

niedziela, 13 grudnia 2015

I

Wrzesień
Rozlega się piknięcie oznaczające otworzone drzwi. Pcham więc je i przekraczam  próg. Staje na schodach przed zakładem karnym czując dziwne uczucie w sercu, jak bym była lalką wykonaną z porcelany. Czy to czuje każdy człowiek wychodzący z zakładu karnego po dziewięciu miesiącach? Pustkę i oszołomienie? Straciłam dziewięć miesięcy, dziewięć miesięcy życia w tym ponurym, szarym miejscu. Zabrano mi wolność a teraz ją oddano. Nie jestem przyzwyczajona do przejścia więcej niż dziesięć kroków- bo tyle właśnie kroków w długości mierzyła moja cela. Były takie dni kiedy  chodziłam w tą i z powrotem po  celi zastanawiając się jak będzie wyglądało moje życie po odbytej karze. I nigdy nie znalazłam w głowie odpowiedzi. A teraz kiedy stoję przed zakładem zastanawiając się w którą stronę mam iść, przytłacza mnie samotność i strach. Bo nie mam dokąd iść, nikt na mnie nie czeka. Dzisiejszą noc zapewne spędzę na ławce w parku ciesząc się zapachem kwiatów i widokiem gwiazd. Będę cieszyła się wolnością. Bo dopiero podczas pobytu w zakładzie karnym poznałam znaczenie tego słowa. Tak naprawdę, kiedyś wolność nie była dla mnie ważna. Robiłam głupie rzeczy, których nie żałowałam- a powinnam.
  Dostrzegam ludzi idących chodnikiem i samochody stojące na światłach. Aż trudno pomyśleć że normalne życie było tak blisko mnie. Zbieram się w końcu na odwagę i zarzucam czarną torbę na ramię. Dam radę, muszę dać bo co mnie czeka jeśli się poddam? Schodzę ze schodów i idę w stronę chodnika gdy nagle zauważam kogoś kto jest ostatnią osobą, którą chciałabym teraz zobaczyć. Mimo, że stoi do mnie tyłem poznaje go, a raczej jego czarną skórzaną kurtkę. Nie muszę go pytać, żeby wiedzieć na kogo czeka. Na mnie.
Staje za jego plecami i odchrząkuje znacząco. Wtedy on się odwraca i jego piwne oczy spotykają się z moimi niebieskimi. Patrząc na mnie gasi papierosa stopą.
- Przyszedłeś mnie powitać na nowej drodze życia?- pytam nieco zbyt entuzjastycznie, ale staram się nadrobić ten błąd wściekłym spojrzeniem.
- Właściwie to nie- odpowiada chowając ręce do kieszonek kurtki.
- Skąd wiedziałeś kiedy wychodzę?- pytam podejrzliwie.
- Znając mnie, chyba nie powinnaś zadawać tego pytania.
Ach tak. Te jego znajomości gangsterskie, zawsze to podkreśla.
- Możemy porozmawiać?- widząc moją minę, dodaje.- W jakimś innym miejscu. Nieco spokojniejszym i mniej tłocznym.
W sumie co mi zależy. Nigdzie się nie spieszę.
 Kiwam więc głową i podaje mu torbę, no bo jest facetem prawda? A faceci są od noszenia toreb.
 Idziemy w ciszy, nie odzywając się. Chyba jest to zbyt krępujące i żadne z nas nie wie o co mogło by zapytać. Bo co, rzuci z uśmiechem; „ Jak leci?” albo „ Jak minęły ci te dziewięć miesięcy?”.

Po kilku minutach docieramy do kawiarni Lavita. Na szyldzie brakuje literki „i” i chyba nikomu to nie przeszkadza. Ale mi tak, zawsze denerwowały mnie takie drobne uchybienia i błędy. Przed wyrokiem bywałam kiedyś w tej kawiarni i dziwi mnie, że ani jedna rzecz nie jest zmieniona  i wszystko jest na swoim miejscu. No może pomijając plamę na białym obrusie, nawet głupie serwetki są tego samego koloru, strasznie mi to działa na nerwy. Siadamy przy stoliku pod oknem, co również mnie denerwuje. Bo dlaczego ludzie zawsze chcą siadać pod oknem? Nie ma nic ciekawszego niż patrzenie na zakorkowaną ulice i przechodniów, naprawdę. Mój towarzysz zamawia dwie kawy, jedną dla siebie a drugą zapewne dla mnie. Szkoda, że nie zapytał na co mam ochotę, bo ostatnią rzeczą na którą mam jest; kawa.
 Gdy kelner przynosi zamówienie i stawia je przed nami chłopak w końcu się odzywa.
- W sumie nie wiem, czy powinienem zacząć od przeprosin czy podziękowań.
Irytuje mnie jego pieprzyk obok nosa. Kurde, dobrze, że ja czegoś takiego nie mam, bo wyglądała bym jak ukraińska dziwka- za przeproszeniem.
Prycham śmiechem i przybliżam twarz w jego kierunku.
- Co, Dym? Gryzie cię sumienie?- mówię szeptem a gdy kończę, on się śmieje.- Co się śmieszy dupku?
- Smog, nie Dym- wyjaśnia.
Dociera do mnie fakt, że się zbłaźniłam. Krzyżuje ręce na piersi i nawet na niego nie patrzę.
- Paczka się rozpadła, nie mamy ze sobą kontaktu.
- S m o g. Niech zgadnę, rozpadła się po tym jak mnie złapali!- krzyczę. Inni klienci kawiarni rzucają mi pełne irytacji spojrzenie.
- Wiem, że to nic nie zmieni. Ale chce ci pomóc przynajmniej w ten sposób- wyciąga z kurtki białą kopertę i podsuwa ją w moją stronę.- Powinno wystarczyć na kilka nocy w hotelu.
Biorę kopertę i wsuwam ją do kieszeni spodni.
- Mam ci podziękować?- pytam z sarkazmem w głosie.
- Nie sądzę aby ci to przeszło przez gardło, po tym wszystkim- mówi spuszczając wzrok.
Żadne z nas się nie odzywa więc Smog odchrząkuje i mówi;
- Wiesz... dzięki, no wiesz, że mnie nie wydałaś glinom.
- Nie wydałam pozostałej trójki, to dlaczego miała bym wydać ciebie?- pytam wpatrując się w niego.
Peszy się i aby uniknąć odpowiedzi, upija łyk kawy. Nagle otwiera szeroko oczy i opluwa nią cały stół, po czym sięga po serwetkę i wyciera usta.
- Musisz wiedzieć, że nie ma nic gorszego, niż nie posłodzona czarna kawa- mówi wsypując do filiżanki cztery łyżeczki cukru.
Chichocze, no bo przyznajmy, nie na co dzień można zobaczyć nastolatka opluwającego biały obrus czarną kawą.
Szczerze mówiąc ta kawiarnia jest naprawdę przytulna, mimo, że nie lubię pomarańczowego koloru. Ogólnie rzecz biorąc oprócz białych obrusów to chyba wszystko jest tu pomarańczowe, nawet włosy kelnerki.W radiu leci piosenka Elvisa Presleya- Always On My Mind, przez co czuje się jak bym była w jakimś czarno białym filmie, co też mnie denerwuje. No bo, czy jest jakakolwiek rzecz, która by mnie nie denerwowała? Denerwuje mnie nawet ta ksywka- Smog, no bo ona serio jest durna. Ale, wszyscy z paczki mieli ksywki; Smog, Robin Hood, Milion, Kaban, a na mnie mówili; Królisia. Ja naprawdę ich nie wymyślałam, a te ksywki po prostu pokazują ich inteligencje, a Królisia to już w ogóle.
- Smog, skoro nasza paczka się rozpadła- z wiadomych powodów, to może powiesz mi jak się nazywasz?
- Ach, no tak. Janek- mówi podając mi rękę.
- Kinga.- Odwzajemniłam uścisk
- Hmm, brzmi lepiej niż; Królisia- mówi, uśmiechając się.
Naprawdę, dawno nie widziałam kogoś kto miałby tak idealne zęby.